Przejdź do treści

Czym jest Kuryerek?

Czym jest Kuryerek? O historii Poznania i Wielkopolski, polskiej myśli narodowej oraz o replice na smutny stan debaty publicznej — wierszem Adama Asnyka.

Zapraszamy do lektury Kuryerka. Znajdą Państwo tutaj rozmaitości na temat historii Poznania, Wielkopolski, polskiej myśli narodowej, a także współczesne komentarze i repliki — koncentrujące się na smutnym i pożałowania godnym stanie naszej debaty publicznej i mediów. Pod szczególną uwagę polecamy wyselekcjonowane artykuły i wycinki z historycznej prasy wielkopolskiej, a także teksty źródłowe z objaśnieniami — głównie wielkich, zapomnianych poza naszym pięknym miastem, autorów takich jak Marian Seyda czy Cyryl Ratajski, jak również i tytanów polskiej myśli politycznej — Jana Ludwika Popławskiego, Zygmunta Balickiego.

Tak zwany vibe i myśl przewodnia Kuryera zawiera się w wierszu wielkopolskiego naszego narodowego poety Adama Asnyka — „Replika”:

Lubię święte oburzenie,
Lubię patos ten dziewiczy,
Co przy każdej śmiesznej scenie
Swoje shocking głośno krzyczy
I tragicznej czeka roli,
By wypłakać się do woli.

Lubię czułość, co się pasie
Wierzb płaczących gorzkim listkiem,
W poetycznym cienkim kwasie
Lubując się przede wszystkiem,
I co w niebo by leciała,
Gdyby tylko skrzydła miała.

Ja to lubię... bo to właśnie
Przypomina mi Angielkę,
Co nad książką zanim zaśnie,
Zlewa swoje łzy w butelkę,
Żeby mogła wszystkim dowieść,
Jak ją wzrusza tkliwa powieść.

Tych Angielek dziś bez liku
Na wysokich nogach brodzi,
Pełno płaczu, pełno krzyku;
"Słońce zaszło! księżyc wschodzi!"
Dzień się kończy - lub zaczyna -
Do łez zawsze jest przyczyna.

Wielkie słowa, małe smutki
Lecą tędy i owędy,
Czuć kolońskiej zapach wódki,
Dużo piżma i lawendy,
A westchnienia brzmią tak śpiewnie,
Że niechcący człowiek ziewnie.

A gdy ziewnie... hałas wielki:
"O bezbożnik! o bluźnierca!
Shocking! - krzyczą te Angielki
Ach, ten człowiek nie ma serca,
Ziewnął - jest to znak cynizmu,
Trzeba użyć egzorcyzmu.

Więc z kolei po porządku
Każda zacznie głos podnosić
I ze łzami od początku
Wszystkie swoje cnoty głosić,
Ile w piersiach ma zapału
I poczucia ideału.

I wypowie bez wytchnienia
Śpiewnym głosem katarynki:
Post, jałmużnę, umartwienia...
Wszystkie dobre swe uczynki,
Całą duszę wyspowiada,
Powiedziawszy - jeszcze gada...

Poetyczne, czyste dusze,
Namaszczone muz kapłanki!
Jeszcze raz was zgorszyć muszę,
Dusze bielsze od śmietanki,
Gdyż w mych piersiach siedzi szatan,
Brzydszy jeszcze niż Lewiatan.

Ten, jak każdy duch przeklęty,
Na święconą wodę parska,
A znienacka napadnięty,
Kiereszuje het z tatarska,
Mając usta śmiechu pełne,
Nie obwija słów w bawełnę;

On dziś moim jest suflerem,
Trzyma pióro w koźlich łapach
Kiedy piszę... nad papierem
Ulatuje siarki zapach,
I mój każdy rym najprostszy
Swoim rogiem szatan ostrzy.

Czyste dusze, wiedzcie przeto,
Że czasami śmiać się można,
Że niewielką jest zaletą,
Zjadłszy dobrą pieczeń z rożna,
Nad nieszczęściem łzy przelewać
I przy cytrze dumki śpiewać.

Śmiech jest dobry, śmiech jest zdrowy,
Uspokaja słabe nerwy,
Cały Olimp bóstw różowy,
Nie wyjmując i Minerwy,
Śmiać się lubi i swawolą
Wszystkie muzy i Apollo.

W śmiechu szukać trza lekarstwa
Na te spazmy, palpitacje,
Serc choroby i kuglarstwa,
Które młodą generację,
Rozkochaną w ciągłym żalu,
Wiodą prosto do szpitalu.

Odkąd humor i jowialność
Przepędzono precz za bory,
Znikła wszelka naturalność,
Znikło zdrowie i kolory:
Nawet praczka, bieląc płótno,
Jak Elektra wzdycha smutno!

Dziś już nie ma lubych psotnic,
Rzucających blask wesoły,
Pełno za to jest suchotnic,
Same duchy i anioły -
W niebo lecą, gdy wychudną,
Więc na ziemi jest tak nudno!

Smutnych cieni cała legia
W osjanicznych mgłach się chowa,
Co krok stąpisz - jest elegia
Tajemnicza i grobowa;
Chorobliwe wszędzie cnoty,
Nigdzie wdzięku i prostoty.

A z chłopcami większa bieda:
Skończy, który lat szesnaście -
Już pozuje na Manfreda,
Idzie błądzić nad przepaście,
Do poświęceń wszystkich zdolny...
Tylko nie do pracy szkolnej.

Dużo uczuć, mało pracy,
Pracą gardzi nasza dziatwa:
W kąt Iliada! w kąt Horacy!
Bohaterstwo rzecz tak łatwa,
Dosyć wstąpić na koturny,
Mieć wzrok czuły i pochmurny.

Gorszy jeszcze tworzą rodzaj
Nasi wieszcze rozkiełznani,
Na tych wielkich jest urodzaj
Wschodzą - chociaż nie zasiani,
Z bajronicznych wschodzą grządek,
Głusząc piękno i rozsądek.

Bo ich muzy to nie owe
Helikońskie wdzięczne muzy,
Ale jakieś ćmy wężowe
Niby Furie i Meduzy;
Co im tylko w rękę wpadnie,
To poszarpią w lot szkaradnie

Nad bachantki, co rozniosły
Orfeusza krwawe członki,
Sroższym jest ten niedorosły
Zastęp, zbrojny w dzikie mrzonki,
Gdyż się pastwi wciąż na nowo
Nad ojczystą słodką mową.

Czyż więc można brać na serio
Ten Tytanów ród skrzywiony?
Widząc, z jaką fanaberią
Kładzie Ossy na Peliony,
By się gwałtem dostać w wieczność,
Gdzie króluje niedorzeczność.

Wycinek z historycznej prasy: wełnista lama z poznańskiego Ogrodu Zoologicznego

A tak przy okazji — takie rozmaitości tu znajdziecie: wełnista lama z poznańskiego Ogrodu Zoologicznego, wycinek z historycznej prasy wielkopolskiej.

Powiązane hasła

  • Marian Seyda — polski polityk, minister (1879–1967)
  • Cyryl Ratajski — prezydent Poznania, Minister Spraw Wewnętrznych, delegat rządu emigracyjnego na kraj (1875–1942)
  • Jan Ludwik Popławski — polski publicysta, polityk i jeden z głównych twórców ideologii narodowo-demokratycznej, członek korespondent Towarzystwa Muzeum Narodowego Polskiego w Rapperswilu od 1897 roku (1854–1908)
  • Zygmunt Balicki — polski socjolog, publicysta, polityk, działacz narodowy (1858–1916)
Poprzedni artykuł
84. rocznica śmierci Cyryla Ratajskiego
Następny artykuł
Endecki Poznań, odc. 1: Co czytelnicy GW sądzą o Poznaniu?